Mój plan treningowy na 29.01.2021-04.02.2021

Jak realizuję swój plan?

Piątek

Pobiegałam. I to jak. Sama jestem zaskoczona wynikami i tempem. Jak na mnie jest szybkie. Cały trening z 10 minutami ćwiczeń zajął mi 1:35:53. Przebiegłam w sumie 14,52 km, czyli średnie tempo to 6'36''. Jest dobrze.

Mam też już z powrotem pas piersiowy, który reklamowałam. Potestuję i sprawdzę jak działa. Nauczę się też z nim biegać, biegać obserwując tętno.

Sobota

Inni zazwyczaj w soboty i niedziele biegają więcej, ale nie ja. Ja te dni przeznaczam dla rodziny i na sprawy ultramaratonki.

Poprosiłam trenera zatem, aby w te dni, jeżeli oczywiście plan treningowy na to pozwala, planował takie jednostki, które mogę wykonywać w towarzystwie rodziny.

Dzisiaj w planie były ćwiczenia na mięśnie pośladkowe i przywodziciele. Lubię je, choć niektóre nadal są dla mnie trudne. Wykonałam plan i jest mi z tym bardzo dobrze.

Niedziela

Chciałam to mam. Sama przecież prosiłam o aktywności w  towarzystwie rodziny, ale... Ja nie znoszę tego stacjonarnego roweru. Jest mi niewygodnie, boli mnie pupa i ogólnie nuda... Czekam na ciut lepszą pogodę, aby męża wyciągnąć na dwór na rower. No, ale cóż... Plan jest planem i należy go wykonać. Jak pisze w swojej książce Piotr Suchenia "Rozgrzewając chłód" maraton zweryfikuje wszystko, całe Twoje przygotowanie. A ja przecież będę biegła ponad dwa maratony przez kolejne 14 dni.

Zatem wsiadłam na ten męski, niewygodny dla mnie rower zamocowany na trenażerze i pedałowałam przez 2 godziny. Filmy nudne, książki czytać się nie dało, w słuchawkach w uszach też nie lubię.. ehhh... ale dałam radę. Satysfakcja jest świetnym uczuciem. Po zrealizowaniu zadania wynagradza trud włożony w jego wykonanie.

Poniedziałek

Kolejne podejście do wejherowskiego lasu.

Nauczona już ostatnim doświadczeniem sprawdziłam nawigację w zegarku jeszcze będąc w domu. Wsiadłam w samochód i zawiozłam swoją osobę na linię startu. Po drodze zachwyciłam się widokiem lasu. Jezdnie w mieście, chodniki, całe miasto są już szare, po śniegu nie ma śladu, a las? W wyższych jego partiach drzewa skąpane w białym puchu. Jechałam i podziwiałam.

Pobiegłam.

Trasa była bardzo przyjemna, choć oczywiście nie odbyło się bez niespodzianek. Nie wiem kiedy nagrywany był track, który otrzymałam, ale niektóre drogi były nie do przejścia. Powodem była wycinka drzew. Mniejsze krzaki i gałęzie były rzucone na drogę i uniemożliwiały jej pokonanie.

To ważna dla mnie informacja. Mogę się z podobnymi problemami spotkać podczas obu moich biegów.

W jednym miejscu droga była na tyle nieczytelna, a na dodatek gps nie był zbyt precyzyjny, że troszkę czasu straciłam (18'58'' zajęło mi pokonanie piątego kilometra), zanim zdecydowałam gdzie i którędy przejść. W końcu jednak trafiłam na właściwą ścieżkę.

Biegnąc, między 13, a 14 kilometrem słyszałam odgłosy piły. Wiedziałam, że gdy będę biegła dalej mogę wbiec wprost pod spadające drzewo. Tego bym nie chciała, zatem skręciłam w bok, odnalazłam inną trasę i dołożyłam troszkę metrów, może z jakieś pół kilometra. Dzięki temu obiegłam obszar, na którym trwały prace.

Bezpieczeństwo najważniejsze.

Kolejnym trudnym momentem były trzy kilometry na końcówce treningu. Błoto, grząskie, gliniaste błoto sięgające wysoko po kostki. Pamiętając o swoim bezpieczeństwie i planach zwolniłam i to dość znacznie. Nie mogę ryzykować, że coś sobie zrobię, skręcę, naderwę... W sumie taki trudny teren ciągnął się przez prawie pięć kilometrów. Pierwsze dwa były preludium, kolejne trzy mocno zmęczyły. Po drodze widziałam rozsypane marchewki i... zdjętą skórę z... dzika, przynajmniej tak mi się wydaje, że ta skóra mogła wcześniej należeć do dzika.

Ostatni kilometr był pięknym zbiegiem. Było cudownie.

Track, który teoretycznie wskazywał 26 km okazał się być ponad 31 km trasą, którą pokonałam w czasie 4:21:51.

Na tym treningu odebrałam jeszcze jedna ważną lekcję. Koniecznie, ale to koniecznie muszę zabierać więcej jedzenia ze sobą. Na dwóch bananach to daleko nie zabiegnę. Byłam głodna. Trochę się zdziwiłam, gdyż wcześniej mój organizm nie domagał się jedzenia podczas cztero- pięciogodzinnych biegów. Widocznie usystematyzowana dieta i suplementacja od dr. Katarzyny Dereń, regularne posiłki dostarczane przez firmę Zdrowo Zjem zmieniły moje ciało, które teraz głośno krzyczy jak czegoś potrzebuje.

Dobrze, że byłam przygotowana i miałam w samochodzie zrobione białko.

Po treningu od razu pojechałam do domu, aby się najeść.

Wtorek

Czy ja muszę ostatnio otrzymywać tyle lekcji?

Dzisiaj figli ciąg dalszy. Mąż na śniadanie zrobił pyszna danie. Moczone w mleku kokosowym Chia z suszonymi owcami i orzechami. Sporo tego zjadłam. Było takie pyszne. Godziną po śniadaniu pożałowałam swojej decyzji. Chia i owoce suszone zawierają bardzo dużo błonnika... Więc wybierałam się na trening jak sójka za morze. Gdy już mi się wydawało, że mój układ trawienny już się uspokoił, ten dawał o sobie znać.

Wiedziałam, że dzisiejszy trening musze wykonać w lesie. Mam bodbiegi przecież. Czas mijał, nie mogłam dłużej czekać. Zaopatrzyłam się we wszystko co potrzebuje człowiek w takiej sytuacji i wybiegłam do lasu.

Na początku było okej... ale po dwóch kilometrach układ trawienny dał o sobie znać.

Koniec końców trening, choć kilkukrotnie przerywany, został zrealizowany. Czas nie powala, ale ważne, że pobiegałam.

A ciało?

Całkiem się uspokoiło i odpuściło.

 

Środa

Dzisiaj ponownie postanowiłam zabrać na trening psa. Nie to, aby to planowała. Co to to nie, przecież w planie miałam interwały. No ale jak tu odmówić zwierzakowi, gdy ten widząc jak się ubieram stanął w drzwiach i niczym Gandalf we Władcy Pierścieni nie chciał mnie przepuścić, a jego postawa i oczy mówiły weź mnie ze sobą.

Wzięłam więc psa i razem zrealizowaliśmy całkiem niezły trening w pięknej scenerii. W nocy znowu troszkę popruszyło śniegiem. Ponownie las się zabielił, a bieganie stało się jeszcze przyjemniejsze.

Czwartek

Dosypało śniegiem. Jest coraz piękniej. Miałam biec z tętnem poniżej 145 bpm, ale... No nie umiem. Może na płaskim byłoby łatwiej, ale w lesie bardzo ciężko jest mi takie tętno utrzymać, szczególnie na początku, gdy ciało się rozgrzewa. Myślę, że i tak nieźle mi poszło, gdyż średnia HR wyniosła 146 bpm.

Kiedyś nauczę się perfekcyjnie kontrolować tępo biegu względem tętna.

A propo tętna. Pas piersiowy zdaje się pracować prawidłowo. Nie zawiesza się, wykres nie skacze gwałtownie do góry. Gdy ja zwalniam tętno też maleje, gdy przyśpieszam rośnie. Wszystko zdaje się być w jak najlepszym porządku. Wniosek? Pierwszy egzemplarz był wadliwy. Tak bywa, to tylko elektronika.

 

Jaki mam plan treningowy na następny tydzień?
Zobacz poniżej.

Plan treningów; tydzień 29.01.2021-04.02.2021

29.01.2021
piętek
1-2km [komfortowo] + rozgrzewka + 2x20"/40" + 12km [zacznij na HR 145 i co 2 km zwiększaj intensywność o 5 bpm] + 1-2km [komfortowo] - w parku na płaskim
30.01.2021
sobota
ćwiczeniaz Youtube
31.01.2021
niedziela
Rower w domu - R: 100' [komfortowo, RPM > 85]
01.02.2021
poniedziałek
Spokojne 14 km, gdyż w sobotę zawody
02.02.2021
wtorek
ćwiczenia w domu
03.02.2021
Środa
8km [HR do 145] + rozgrzewka + 10x20"/40" + 2km [komfortowo]
28.01.2021
czwartek
8km [komfortowo] - bez zerkania na parametry

Poza wykonaniem planu zamieszczonego w powyższej tabeli codziennie praktykuję ok. 10 minut jogi oraz przed każdym biegiem roluję mięśnie.

Czy zawsze wykonuję plan na 100%?

Zazwyczaj robię trochę więcej. Już taka jestem, że gdy trener napisze 1-2 km, to ja zrobię ponad dwa, gdy widzę ćwiczenia godzina, to zazwyczaj wychodzi trochę ponad godzinę. Zawsze staram się, aby moje działania były powyżej górnej granicy planu, ale bez przesady. Ufam mojemu trenerowi i mu nie przeszkadzam.

Słucham własnego ciała i wierzę, że właśnie takie połączenie jest kluczem do sukcesu.

Do przeczytania za tydzień.

Daj mi znać w komentarzu jak trenujesz?

Jeżeli masz ochotę otrzymywać ode mnie dodatkowe materiały,
zyskać wiedzę ultramaratonki,
wesprzeć mnie w przygotowaniach do biegów,
dołącz do grona moich patronów.

Pozostaw komentarz