Mój plan treningowy na 22.01.2021-28.01.2021

Jak realizuję swój plan?

Piątek

Ten tydzień niestety zaczęłam falstartem. W piątek rano czułam się całkiem dobrze, pogoda za oknem wprost bajeczna. Śnieg sypał, mróz szczypał, wszędzie biało. Jednak ja byłam pochłonięta pracą. Realizując kolejne zadania spoglądałam za okno, a nogi same się rwały.

Wiedziałam jednak, że w planie na dzisiaj mam bieganie po parku. Jeżeli po parku, to mogę zrobić ten trening nawet wieczorem. Gdyby to był trening w lesie, zrobiłabym wszystko, aby wyjść w ciągu dnia. Boję się biegać sama w lesie, gdy jest ciemno. Mogę się potknąć, przewrócić, a poza tym pierwotne instynkty powodują, że jakoś dziwnie się spinam, gdy tak sama po ciemku biegam. Więc nie biegam w lesie, gdy ciemno.

Dzisiaj jednak miał być park.

Skończyłam pracę, obiad i... niestety bardzo źle się poczułam. Zrobiło mi się niedobrze, słabo, zimno, bardzo zimno. Głowa mnie rozbolała.

Cóż...

W takim stanie to ja na trening nie wyjdę. Tym bardziej, gdy szykuję swoje ciało do mocnego wysiłku, nie chcę go nadwyrężać i niepotrzebnie wystawiać na ryzyko. Zadbałam o siebie. Kocyk, gorąca woda z pomarańczą, goździkami, imbirem i miodem rozgrzały mnie troszkę. Zostałam w domu.

Sobota

Jestem nowonarodzona. Śniło mi się, że latałam. Uwielbiam takie sny. Szybowanie, to uczucie niczym nieograniczonej wolności, obserwowanie wszystkiego z góry są cudownym doznaniem.

Za oknem pięknie biało. Dalej sypie i wieje. A ja cieszę się jak małe dziecko widząc 15 cm śniegu na choince stojącej jeszcze na balkonie.

Szkoda, że mam ten park do zrobienia. Serce rwie do lasu. W taką pogodę to najchętniej zrobiłabym długą wycieczkę w nieznane rejony lasu.

Jednak plan ma swój cel i należy go wykonać.

Po śniadaniu zrobiłam powitanie słońca, kilka pozycji jogi i porolowałam swoje mięśnie. Ubrałam się i wyszłam.

Za co lubię zimę?

Chyba najbardziej za powietrze, za czystość. Lubię zimę, gdy jest zimą, mroźną i śnieżną.

W parku biega się trudniej niż w lesie. Ludzie zachowujący się niczym niedzielni kierowcy, nigdy nie wiesz kiedy zmienią kierunek ;), rozchodzone ścieżki pełne śniegu, skaczące do nóg psy. Ale to nic. Jest biało i pięknie. Gdy biegnę zapominam o otaczającym mnie zgiełku. Jestem tylko ja i przyroda. Dzisiaj było troszkę inaczej.

Z dwóch powodów.

Po pierwsze trener prosił, abym sprawdziła przycisk LAP... potrzebuje ode mnie dane dotyczące przewyższeń. Niestety COROS nie dzieli automatycznie pokonanych przewyższeń względem interwałów. A może dzieli, ale ja nie umiem tak skonfigurować zegarka? Tego nie wiem, ale zapytam na facebookowej grupie COROS Polska. Na tej grupie są kompetentne osoby, które zapewne będą znały odpowiedź.

Zatem skupiona na LAP i sygnałach dźwiękowych telefonu nie mogłam "odlecieć" jak zwykle.

Drugim powodem byli ludzie. Jedno kółko w parku ma trochę ponad 700 m. Przez pierwszych kilka okrążeń nie zwracali na mnie uwagi. W miarę upływu czasu zaczęli ze mną rozmawiać. Dopytywali ile już kilometrów, ile jeszcze i po co tyle biegam. Odpowiadałam. Lubię takie rozmowy.

Jeden Pan przywitał mnie "dzień dobry biegaczko z lasu". Kiedyś spotkałam go na ścieżkach leśnych. Zapamiętał mnie zapewne dlatego, że jego pies zamiast iść z właścicielem, chciał biec ze mną.

Trening biegowy zakończyłam na 14,5 km przed południem.

Niedziela

Wykorzystaliśmy pogodę. W Gdyni dalej jest biało, wiec rano poszliśmy na sanki. Mąż, syn, pies i ja. Było świetnie.

Treningowo wieczorem rower. 2 godziny nudnej jazdy w domu. Nie mogę ustawić żadnych parametrów, gdyż mam tradycyjny rower ustawiony na trenażerze. jechałam spokojnie, ale na tyle mocno aby nogi i ciało poczuły.

Poniedziałek

Figli ciąg dalszy.

dzisiaj w planie miałam trening w Wejherowie. Trener przesłał mi track, który grzecznie wgrałam do aplikacji połączonej z zegarkiem. Podczas wgrywania zegarek charakterystycznie zabrzęczał. Przez myśl mi nie przyszło, że mapa mogła wgrać się nieprawidłowo.

Na start treningu podwiózł mnie mąż. Wysiadłam z samochodu, mąż odjechał, rozpoczęłam marsz, włączam zegarek i... szok. Nie ma trasy mapy. teoretycznie jest, ale gdy włączyłam nawigację nie było śladu po którym miałabym się poruszać.

Odebrałam kolejną lekcję.
Jeżeli wgrasz track w zegarek, sprawdź czy możesz uruchomić nawigację.

Dokonałam szybkiej analizy. Mam telefon w pełni naładowany, dość dobrze orientuję się w terenie. Tego lasu kompletnie nie znam, temperatura -10 stopni, a ja mam przebiec około 26 km.

Zdecydowałam, że biegnę nawigując się własnymi zmysłami, niekoniecznie zgodnie z pierwotną trasą., ważne, aby wykonać trening i mieć z tego przyjemność.  W telefonie, aby oszczędzać baterię, wyłączyłam to co mogłam i pobiegłam.

Było pięknie. Śniegu po łydki i samotność. Biegłam i tylko to się liczyło. Uwielbiam ten stan, nieznane ścieżki, przyroda, dzikie zwierzęta i ja. Zatoczyłam kółko, wiedziałam, ze gdy pobiegnę prosto dobiegnę na metę, ale będzie jeszcze za szybko. Skręciłam więc w prawo i wbiegłam ponownie w głąb lasu. Gdy dobiegłam do punktu końcowego nadal było zbyt mało kilometrów, więc pobiegłam do domu rodziców. Wyszło 25 km, wystarczy. Trening uważam za zaliczony, pomimo, że troszkę inny niż pierwotnie zaplanowany.

Wtorek

Dzisiaj postanowiłam na trening pójść z psem. Mam foksteriera, rasę której podobno nie da się zmęczyć. Podobno... Ja zauważyłam ,że jak biegamy razem na krótkiej smyczy to mój pies po 20 kilometrach jest solidnie zmęczony, jednak gdy biegnie luźno to nawet po maratonie ma energię i chce się dalej bawić.

Z tego powodu jakiś czas temu uszyłam 15 metrową smycz, którą używałam podczas spacerów, jednak nigdy na niej razem nie biegaliśmy. Dzisiaj chciałam to sprawdzić.

Na początku było trudno. Zarówno Floki, jak i ja musieliśmy nauczyć się jak manewrować tymi metrami taśmy, abym się nie zaplątała i nie przewróciła. Mój przyjaciel najbardziej zaskoczył mnie podczas interwałów. Gdy miałam szybki etap on pędził, gdy tylko zwalniałam on tez spowalniał, obwąchiwał, zbaczał ze ścieżki. Jednak gdy tylko powiedziałam szybko znowu pędził.

Nauczyliśmy się razem współpracować.

To był dobry trening.

Środa

Ponieważ wczorajszy trening tak bardzo nam się obojgu spodobał, dzisiaj także poszłam z psem do lasu. Miało być wolno, spokojnie, więc było.

Czwartek

To był trudny trening. Nie ze względu na bieganie, te było spokojne i bardzo przyjemne, a zbiegi wręcz powiększały uśmiech na mojej twarzy.

W ciągu dnia nie miałam czasu wyjść z domu, pochłonięta pracą nawet nie zauważyłam upływającego czasu. Gdy wybiegałam z domu już się zmierzchało. Zakupiłam baterie do czołówki. jeden komplet od razu wymieniłam, drugi włożyłam do kieszeni. Tak, na wszelki wypadek.

Pobiegłam. Na początku było nawet nieźle, jednak gdy wbiegłam głębiej w las i zapadła ciemność skończyła się przyjemność. Spięcie pleców, sztywny kark, całe ciało się spinało. Boję się biegać sama w lesie, gdy jest ciemno. W zasadzie nie wiem, czego się boję. To jakiś niewytłumaczalny strach, irracjonalny. Koniec końców, po 7 kilometrach wybiegłam z lasu i postanowiłam trening ukończyć na miejskim chodniku. Dobiegłam do górki, zrealizowałam zbiegi i wróciłam do domu.

Szybko sama do lasu, gdy będzie ciemno nie wrócę. Raczej nie planuję powtórki takich doświadczeń. ten strach odbiera mi przyjemność biegania, a ja biegam dla przyjemności.

Mimo wszystko, trening jako trening był całkiem niezły.

Plan treningów; tydzień 22.01.2021-28.01.2021

22.01.2021
piętek
1-2km [komfortowo] + rozgrzewka + 2x20"/40" + 10km [zacznij na HR 145 i co 2 km zwiększaj intensywność o 5 bpm] + 1-2km [komfortowo] - w parku na płaskim
23.01.2021
sobota
ćwiczeniaz Youtube
24.01.2021
niedziela
Rower w domu - R: 120' [komfortowo, RPM > 85]
25.01.2021
poniedziałek
kolejne podejście do trasy w Wejherowie - 26 km + joga na otwieranie bioder
26.01.2021
wtorek
8km [komfortowo] + rozgrzewka + 2x20"/40" + 10x30" podbieg + 1-2km [komfortowo] + zestaw tri 10-15' + 15-20' rozciąganie
27.01.2021
Środa
4km [HR do 145] + 10x1'/ [HR do 160]/1' [komfortowo] + 4km [HR do 145]
28.01.2021
czwartek
14km [HR do 145] + ćwiczenia

Poza wykonaniem planu zamieszczonego w powyższej tabeli codziennie praktykuję ok. 10 minut jogi oraz przed każdym biegiem roluję mięśnie.

Czy zawsze wykonuję plan na 100%?

Zazwyczaj robię trochę więcej. Już taka jestem, że gdy trener napisze 1-2 km, to ja zrobię ponad dwa, gdy widzę ćwiczenia godzina, to zazwyczaj wychodzi trochę ponad godzinę. Zawsze staram się, aby moje działania były powyżej górnej granicy planu, ale bez przesady. Ufam mojemu trenerowi i mu nie przeszkadzam.

Słucham własnego ciała i wierzę, że właśnie takie połączenie jest kluczem do sukcesu.

Do przeczytania za tydzień.

Daj mi znać w komentarzu jak trenujesz?

Jeżeli masz ochotę otrzymywać ode mnie dodatkowe materiały,
zyskać wiedzę ultramaratonki,
wesprzeć mnie w przygotowaniach do biegów,
dołącz do grona moich patronów.

Pozostaw komentarz