Wiolka Czuryńska

Garmin Ultra Race Gdańsk 2019

Garmin Ultra Race 86 km

Moje pierwsze 86 km przebiegnięte i ukończone.
Jestem dumna i szczęśliwa… Biegam dopiero od czterech lat. Najpierw nieśmiało i nieregularnie, aby z czasem zakochać się w tym całkowicie i sięgać po coraz dłuższe dystanse.
🥰🥰🥰
Ale…
Wieczorem miałam w myślach tylko cztery cele…

👉1. Wstać o właściwej porze, czyli o 3:00 w nocy. Dla mnie to kosmos… no, ale nie ja ustalamy termin zawodów 😂😂😂

👉2. Pamiętać, aby po czterech kilometrach wyłączyć i włączyć ponownie trening w zegarku.
Zasady wyzwania Kamili Rowińskiej są jasne i ultrasów nie zwalnia nic z ich przestrzegania, a głupio by było, abym na mecie sobie przypomniała…”Rany jeszcze 4 km do wyzwania”,prawda?

👉3. Ukończyć bieg… ponad 1850 przewyższeń, 86 km biegu. Prognozy na ten dzień- stale deszcz…

👉4. Jeśli do tego zmieszczę się w czasie poniżej 12 godzin, to będę zachwycona.

Jupiii, jakie było moje szczęście na mecie, gdy wbiegając zobaczyłam 11:52:20.
Wiola zrobiłaś to, pomyślałam.
Oj zrobiłam.

🌞
Start, stoimy, rozgrzewamy się, czekamy na odliczanie. Jest ciemno.
I jest… wystrzał. Ruszamy…
– Wiola, wolno i spokojnie. Nie daj się porwać tłumowi bo nie dobiegniesz- myślę…
Na szczęście Wiola dzisiaj się mnie słuchała 😂😂😂

Krok za krokiem biegłam…

Piękny to był widok, gdy ciemność w lesie rozświetlały rytmiczne poruszające się świetliki. Najpierw w dużej grupie, aby z czasem tworzyć coraz bardziej oddalone od siebie punkty.

– Wiola, pamiętaj o wyzwaniu, po czterech kilometrach wyłącz zegarek i go włącz ponownie.
Powtarzałam sobie w myślach. W pierwszych kilometrach skupiam się tylko na tym i… aby się nie poślizgnąć.

Wykonane.💪🏃‍♀️

Biegnę i napawam się lasem. Jak ja tęskniłam za tym zapachem, za tymi dźwiękami…
Czasem słyszę kogoś za mną. Na początku czułam irytację, bo przecież chcę być sama, a tu ktoś mi po piętach depcze, ale później stwierdzam, że światło z tyłu pięknie oświetla mi drogę.
Zaczyna switać.
Jestem spokojna i szczęśliwa.
Słońce dzisiaj nie miało siły przebić się przez chmury, więc wschód słońca przeszedł niezauważalny.

Dobiegam do pierwszego punktu, gdzie wita mnie mąż z synem.
– Wiola, masz opóźnienie- słyszę.
– Spokojnie, jeszcze 60 km- odpowiadam.
Chwytam czekoladę, banana. Mariusz chowa mi czołówkę do plecaka i zmykam dalej.

Tylko las i lekka mżawka … pięknie, jak w bajce. Ten szum liści, trzeszczenie drzew…
W oddali widzę dużo brzóz… myślę o ich energi…

Drugi punkt wita mnie pyszną pomidorową zupą. Bukłaka napełniam herbatą, śmieję się i lecę dalej.

-Wiola, pamiętaj dużo pij. Twoje ciało musi mieć siłę.

Tak robię. Piję co jakiś czas, liczę po pięć łyków, co daje 100 ml. Jem też żele…
Woda i energia- to mi jest tylko potrzebne.

Czasem musze zbiegać z trasy… 6 litrów płynów robi swoje.😂😂😂

-Faceci mają łatwiej na ultra- myślę.

Biegnę… Dobiegam do rzeczki, tej o którą tyle krzyku… Na brzegu, w rekawicach bokserskich dwóch mężczyzn… trenują…

– Ej, jak teraz?- pytam
– Po kłodzie…

Nie, no fajnie, ale ja mam lęk wysokości. Szukam wzrokiem kamieni w rzeczce, może przejdę, może znajdę jakieś inne miejsce…
Niestety kłoda wydaje się być najodpowiedniejszym wyborem.

Przede mną wbiega na nią dziewczyna…

-Dobra Wiola, zrobisz to. Patrz przed siebie. – Myślę.
Idę za zawodniczką, szybkim, pewnym i uważnym krokiem.

– Koniec jest śliski- dobiega do mnie głos dziewczyny.

No i stanęłam. A jak stanęłam, to spojrzałam w dół i nogi mi zesztywniały. Jakby je ktoś przykleił do tej kłody. Za mną ludzie idą, a ja nie mogę się ruszyć.

-Przepraszam przepraszam – krzyczę – ale ja mam lęk wysokości ( uwaga, było z pół metra 😂😂😂) .

Jakoś usiadłam okrakiem na tej kłodzie, przełożyłam nogi na drugą stronę i wdrapałam się na skarpę. Nie mam pojęcia jak to zrobiłam, ale dałam radę.

– Nawet jestem sucha. Jupiii.

Biegnę dalej…
Śpiewam sobie, liczę górki…jedne większe inne mniejsze, strome jak ściany, inne nawet bardzie płaskie.
Długie płaskie odcinki…uwielbiam…Biegnę stale bez zatrzymania- po płaskim to mogę chyba nieskończenie 😉
Co jakiś czas patrzę czy jeszcze zegarek mi działa, bo pokazał że ma słabą baterię…

– Zaraz będzie przepak, to zostawię kurtkę, bo przy takiej mżawce nie jest mi potrzebny- myślę sobie.
Nic z tego. Natura radzi mi, abym zostawiła kurtkę. Zaczyna mocniej padać. Zatrzymuję się.
Okazuje się, że zegarek od jakiegoś czasu nie działa. Włączam Endomondo, zakładam kurtkę i dalej biegnę.

Jest świetnie. Czuje siłę i moc.

Przez przepak tylko przebiegam. Dopełniam płyny, chwytam coś do jedzenia i dalej w las.

Biegnę dalej.
Dobiegam znowu do zupki. Tym razem z ryżem. Tańczę razem z ekipą wolontariuszy. Życzę im wytrwałości i dziękuję.
Bez nich nie byłoby żadnego biegu.

Zrywa się silny, porywisty wiatr…A ja biegnę dalej.
Znowu mijam Karwiny, aby zaraz zanurzyć się w lesie.
Powoli robi się znowu ciemno.

Kolejny punkt. Chwytam kabanosy, żele.
Dzwonię do męża.

– Kochanie zostało tylko 12 km. Za ok. 1,30 będę na miejscu.
-Ok. To za godzinę wyjadę z domu- słyszę w słuchawce.

Jeszcze chwilę porozmawialiśmy i pobiegałam dalej…
Jedna górka, druga, trzecia…
Coś mi zabrało siły. Mięśnie ud już pieką, a nogi są kilka kilo cięższe.
Z trudem odrywam je od ziemi, ale biegnę.
-Ostatni kilometr 9 min i ileś tam sekund – dobiega komunikat z Endomondo….

Że co? Dziwię się, zwolniłam aż ponad dwie minuty na kilometr? Jak to możliwe… może będą szła…
Idę.

Dzwonię do męża, że jednak będę trochę później, bo już nie mam sił i jakoś wolno mi idzie.
Zakładam czołówkę, bo w lesie jest już noc.

Nudno, tak iść… zimno się robi…

-I co, Wiolka, będziesz tak szła? – myślę…
Co później będziesz opowiadać, że nie dałaś rady, że musiałaś iść na koniec? Podnieś chociaż jedną nogę, spróbuj. Ślicznie. A teraz drugą. No, brawo. Dajesz radę. Teraz to powtórz. Nie ważne, że wolno. Biegnij. Będzie Ci cieplej i będziesz cierpiała krócej.
Patrz pod nogi, bądź skupiona. Pilnuj oznaczeń.

I tak biegłam już do końca wpatrując tabliczek taśm i kredy na zakrętach… wolno ale biegłam.

– Jeszcze trochę, dajesz…. Wiola, biegnij, brawo.- Słyszę głos męża stojącego na chodniku.

Biegnę…przyspieszam…
Jeden zakręt, drugi, meta…
Zegar pokazuje 11:52:20 …
Jupiii. Zrobiłam to.

Pamiętaj, że jeśli potrafisz sobie coś wyobrazić to równie dobrze możesz tego dokonać. Sukces zależy tylko od tego czy zdecydujesz się go osiągnąć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Scroll to top

Pin It on Pinterest